Fluoryzacja – koszmar z dzieciństwa, który chroni nasze zęby

Pamiętacie jak w podstawówce, na początku roku, trzeba było przynieść ze sobą podpisaną szczoteczkę do zębów, a następnie oddać ją wychowawczyni? Później, najczęściej po miesiącu czy dwóch, przychodziła higienistka, zapraszając wszystkie dzieci na fluoryzację. Wtedy dla wielu uczniów był to koszmar, dość niezrozumiały, bo przecież sam smak substancji nie był wcale jakoś bardzo ohydny. Jednak wielu z nas, ówczesnych niespełna 10-latków, robiło wszystko, żeby nie musieć poddać się zabiegom fluoryzacji. Czy słusznie?

Zdecydowana większość ekspertów i stomatologów nie ma wątpliwości – fluor chroni zęby, wzmacnia szkliwo, dzięki temu ryzyko wystąpienia próchnicy zmniejsza się. Okazuje się, że koszmar dzieciństwa (chyba każdy pamięta przerażenie swoje lub kolegów, kiedy wzywano nas na fluoryzację) to nie były wcale pomysły bez pokrycia w faktach. Jednak ciekawszą kwestią jest to, że fluoryzacji wcale nie trzeba porzucać po ukończeniu szóstej klasy. Temu zabiegowi można się poddawać również później, także w dorosłym wieku.

Wprawdzie fluor najlepiej wchłania się w wieku dziecięcym, jednak później także  warto korzystać z zabiegów fluoryzacyjnych. Są nawet państwa, w których do wody pitnej dodawany jest fluor. W Polsce również można zakupić w sklepie wodę fluoryzowaną. Oczywiście, istnieją głosy mówiące o tym, że wszechobecny fluor wcale nie jest dobry dla zdrowia. Trudno odszukać jednoznaczne, naukowe potwierdzenie takiej tezy. Jednak jedno jest pewne, dla naszych zębów fluoryzacja to prawdziwe zbawienie.